piątek, 23 stycznia 2015

Pierwsze kroki

Dokładnie tydzień temu rozpoczęłam urlop. Trochę się go obawiałam ze względu na moje dolegliwości psychiczne. Kiedy pracuję i mam coś do zrobienia to jestem w stanie wziąć się w garść. Najgorsze są dni wolne. Zwłaszcza długie weekendy. Napawają mnie one poczuciem winy. Wiem, że powinnam coś zrobić, ale w rezultacie nie robię zupełnie nic. I w ten oto sposób się unieszczęśliwiam.
Dziś mija pierwszy tydzień moich ferii i jestem z siebie całkiem zadowolona. 
Zaczęłam wprowadzać stopniowe zmiany do mojego dotychczasowego życia. Do ideału jeszcze mi trochę brakuje, ale to znaczy tylko tyle, że jest nad czym pracować.
Dokładnie tydzień temu rozpoczęłam moją terapię. Początkowo sądziłam, że trafię do kogoś, kto pracuje w nurcie behawioralno-poznawczym, jednak trafiłam w inne, fachowe ręce.
Wyjaśnię tylko jeszcze, że mój psychiatra skierował mnie do Centrum Psychoterapii - Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia. Wiem - brzmi strasznie. W ostatnim poście nie napisałam, że jednym z moich kluczowych lęków jest lęk przed współżyciem. Do tego dochodzi awersja seksualna, pochwica i dyspareunia. Trochę się tego wszystkiego nazbierało.
Bardzo denerwowałam się pierwszą wizytą, jednak trafiłam do doktora, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Powiedział, że czeka mnie ciężka praca, ale na to akurat czuję się gotowa. Cieszę się, że w końcu zaczynam zmieniać coś w swoim życiu.
Pierwsza wizyta mnie bardzo podbudowała i sprawiła, że nabrałam wiatru w żagle.

Specjalnie na ferie zakupiłam sobie kilka lektur. Serdecznie polecam "Lęk i fobia" E.Bourne każdemu, kto zmaga się z lękiem. Książka zawiera wiele cennych wskazówek, a także zadań behawioralno-poznawczych, które mogą być wspaniałym uzupełnieniem terapii.


Lektura tej pozycji zachęciła mnie do podjęcia aktywności,  na które do tej pory reagowałam alergicznie. Dzięki niej zrozumiałam, że odpowiednia dieta i sport mogą przyczynić się do poprawy mojego nastroju, a także zwiększyć pewność siebie.
Miałam zamiar biegać, ale nie mam do tego kondycji. Bardzo szybko się męczę i dyszę jak traktor. 
Przeczytałam, że przyczyną ciągłego zmęczenia może być niedobór witamin z grupy B oraz żelaza. 
"Wiele z witamin z grupy B odpowiada za sprawność układu nerwowego – m.in. pamięć i koncentrację, chronią także przed osłabieniem, biorąc udział w procesach generowania i uwalniania energii. Witaminy te dbają także o zdrowie serca i układu krwionośnego, kondycję włosów, paznokci i skóry i nasz dobry nastrój."
Powoli wprowadzam aktywność fizyczną. Staram się codziennie jeździć na rowerze, podciągać się na drążku i chodzić na zajęcia fitness.
Mam wciąż jeszcze problem z porannym wstawaniem, ale powoli znajduję motywację, by podnosić się z łóżka każdego dnia. 

czwartek, 22 stycznia 2015

Początki bywają trudne

Zdaje się, że właśnie rozpoczynam moją przygodę z blogiem. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi determinacji w dbaniu, by sukcesywnie zapełniał się nowymi postami.
Postanowiłam założyć bloga, aby zrobić coś dla siebie i swojego zdrowia psychicznego. W listopadzie 2014 roku dowiedziałam się, że cierpię na zaburzenia lękowo-depresyjne. Do tamtego momentu zdawało mi się, że wiodę zupełnie normalne życie. Przecież mam pracę, mieszkanie, ukochanego narzeczonego, dwa koty i troskliwych rodziców. Co zatem było nie tak jak być powinno? Życie w ciągłym, nieuzasadnionym stresie nie pozostało bez wpływu na moje zdrowie. Najmniejszy wysiłek wpędzał mnie w zmęczenie, pojawiły się też inne objawy psychosomatyczne. Lekarz rodzinny po zebraniu wywiadu skierował mnie do szpitala z podejrzeniem mononukleozy. Doskwierały mi nocne poty, powiększone węzły chłonne, utrata wagi, napięcie mięśniowe, kłucie pod lewym żebrem. Oj, dużo tego było. Lęk uogólniony, z którego nie zdawałam sobie sprawy, doprowadził mnie do porzucenia większości aktywności na rzecz wielogodzinnego zalegania w łóżku. Świat stał się nagle okropny i przerażający. Przestałam wierzyć w siebie i swoje siły. Straciłam chęć do życia. Każdy kolejny dzień był dla mnie pasmem udręk.
Dopiero w szpitalu lekarz prowadząca zwróciła uwagę na moje lęki i zaleciła wizytę u specjalisty.
Nie buntowałam się. Po wyjściu z oddziału skierowałam swoje kroki prosto do psychiatry. Z niecierpliwością oczekiwałam wizyty, która okazała się być kompletną klapą. Leki, które dostałam (Sulpiryd) wprawiły mnie w lepszy nastrój, zwiększyły łaknienie, ale nie pozostały bez wpływu na gospodarkę hormonalną. Na szczęście bardzo szybko udało mi się umówić na wizytę do innego psychiatry, który potraktował mnie z szacunkiem, zebrał szczegółowy wywiad, zmienił leczenie i skierował na terapię.
Od grudnia biorę Sertralinę. Początki były trudne - ciągłe rozkojarzenie, obniżony nastrój. Najgorzej czułam się w Święta. Zupełnie nic nie sprawiało mi radości. Chciałam tylko spać i zniknąć raz na zawsze. Przetrwałam te najgorsze chwile i wraz z nastaniem Nowego Roku odczułam zbawienne działanie tabletek. Wtedy też postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i w końcu coś zmienić. Nie chciałam już nigdy więcej czuć się tak źle jak w ostatnim czasie.


Ten blog powstał po to, bym mogła dzielić się moimi małymi kroczkami w kierunku zmiany na lepsze ;-)