Zdaje się, że właśnie rozpoczynam moją przygodę z blogiem. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi determinacji w dbaniu, by sukcesywnie zapełniał się nowymi postami.
Postanowiłam założyć bloga, aby zrobić coś dla siebie i swojego zdrowia psychicznego. W listopadzie 2014 roku dowiedziałam się, że cierpię na zaburzenia lękowo-depresyjne. Do tamtego momentu zdawało mi się, że wiodę zupełnie normalne życie. Przecież mam pracę, mieszkanie, ukochanego narzeczonego, dwa koty i troskliwych rodziców. Co zatem było nie tak jak być powinno? Życie w ciągłym, nieuzasadnionym stresie nie pozostało bez wpływu na moje zdrowie. Najmniejszy wysiłek wpędzał mnie w zmęczenie, pojawiły się też inne objawy psychosomatyczne. Lekarz rodzinny po zebraniu wywiadu skierował mnie do szpitala z podejrzeniem mononukleozy. Doskwierały mi nocne poty, powiększone węzły chłonne, utrata wagi, napięcie mięśniowe, kłucie pod lewym żebrem. Oj, dużo tego było. Lęk uogólniony, z którego nie zdawałam sobie sprawy, doprowadził mnie do porzucenia większości aktywności na rzecz wielogodzinnego zalegania w łóżku. Świat stał się nagle okropny i przerażający. Przestałam wierzyć w siebie i swoje siły. Straciłam chęć do życia. Każdy kolejny dzień był dla mnie pasmem udręk.
Dopiero w szpitalu lekarz prowadząca zwróciła uwagę na moje lęki i zaleciła wizytę u specjalisty.
Nie buntowałam się. Po wyjściu z oddziału skierowałam swoje kroki prosto do psychiatry. Z niecierpliwością oczekiwałam wizyty, która okazała się być kompletną klapą. Leki, które dostałam (Sulpiryd) wprawiły mnie w lepszy nastrój, zwiększyły łaknienie, ale nie pozostały bez wpływu na gospodarkę hormonalną. Na szczęście bardzo szybko udało mi się umówić na wizytę do innego psychiatry, który potraktował mnie z szacunkiem, zebrał szczegółowy wywiad, zmienił leczenie i skierował na terapię.
Od grudnia biorę Sertralinę. Początki były trudne - ciągłe rozkojarzenie, obniżony nastrój. Najgorzej czułam się w Święta. Zupełnie nic nie sprawiało mi radości. Chciałam tylko spać i zniknąć raz na zawsze. Przetrwałam te najgorsze chwile i wraz z nastaniem Nowego Roku odczułam zbawienne działanie tabletek. Wtedy też postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i w końcu coś zmienić. Nie chciałam już nigdy więcej czuć się tak źle jak w ostatnim czasie.
Ten blog powstał po to, bym mogła dzielić się moimi małymi kroczkami w kierunku zmiany na lepsze ;-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz